Pierwsza połowa dwuczęściowego “Kosogłosa” symbolicznie wyznacza linię podziału pomiędzy tym, co w gatunku młodzieżowej powieści science-fiction jest “young” a tym, co “adult”.
Granica okazuje się tak samo wyraźna, jak w książkowej trylogii Suzanne Collins, bo oto dzięki podziałowi ostatniego jej tomu na dwa osobne filmy, do głosu dochodzą silnie rozbrzmiewające niuanse, które przeświadczyły o wielkości oryginału. Przygodę i melodramę, które wyznaczały rytm poprzednich odcinków “Igrzysk…”, zostawiamy więc za sobą, wkraczając na grząską arenę kina… wojennego. Tempo ostentacyjnie zwalnia, a my dostajemy czas, by poukładać sobie w głowie wszystko, co się do tej pory wydarzyło. Jednocześnie, silnym lejtmotywem serii pozostaje konflikt polityczny widziany przez pryzmat PR-u i propagandy. Jeśli pierwsza część opowiadała o narodzinach buntu, a druga – o cenie, jaką ten ze sobą niesie, to “Kosogłos” mówi już przede wszystkim o tym, że wynikającą z niego rewolucję trzeba najpierw w pocie czoła wykuć, a następnie umiejętnie sprzedać.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 27 listopada 2014
sobota, 22 listopada 2014
Recenzja Filmweb: Kosogłos przemówił
Pierwsza część "Kosogłosa" sukcesywnie kontynuuje wątki z poprzedniczek. Ledwo żywa, Katniss Everdeen, triumfatorka 74 Głodowych Igrzysk, po zażartej walce oraz pełnych nieoczekiwanych zwrotów akcji 3 Ćwierćwieczach Poskromnienia, trafia do okrytego ponurą sławą, zniszczonego przed laty Dystryktu 13-ego, gdzie poza zasięgiem wzroku Kapitolu oraz wpływami Snowa, żołnierze i bojownicy o wolność wybudowali podziemny kompleks militarny będący równocześnie schronieniem dla wielu uchodźców, przygotowując się na wojskowe powstanie przeciwko swoim ciemiężycielom. Zdezorientowana główna bohaterka zostaje okrzyknięta Kosogłosem – symbolem oraz przywódczynią rewolucjonistów, który wznieci w ludziach nadzieję na zwycięstwo oraz ogień walki. Niestety opuszczona przez najbliższych i jedynego towarzysza niedoli Peeta Mellarka, protagonistka zamyka się w sobie, nie chcąc podjąć się arcytrudnego zadania. Jednakże, gdy dowiaduje się o niedawnych wydarzeniach oraz poczynaniach Snowa, bez zastanowienia chwyta za broń.
Historia opowiedziana przez scenarzystów w trzeciej produkcji z serii "Igrzyska śmierci" w dużym stopniu odbiega od schematu poprzedniczek. O ile pierwsze odsłony skupiały się na zmaganiach głównej bohaterki w ograniczonym i nieprzyjaznym jej środowisku z wyszkolonymi mordercami, o tyle "Kosogłos. Część 1" ukazuje początek buntu. Twórcy najwięcej czasu poświęcają na przedstawienie napiętych relacjach pomiędzy Kapitolem a dystryktami, wynikającymi z zaistniałej, po kontrowersyjnych Ćwierćwieczach Poskromienia, sytuacji - miejscowe zamieszki oraz niepokojące oznaki nadchodzącego buntu wśród niższych klas społecznych Panem. Ponadto koncentrują się na ukazaniu bohaterów produkcji, a w szczególności relacji oraz współzależności pomiędzy nimi. Dzięki temu los protagonistów nie jest nam obojętny i z bijącym szybciej sercem śledzimy ich kolejne poczynania.
Historia opowiedziana przez scenarzystów w trzeciej produkcji z serii "Igrzyska śmierci" w dużym stopniu odbiega od schematu poprzedniczek. O ile pierwsze odsłony skupiały się na zmaganiach głównej bohaterki w ograniczonym i nieprzyjaznym jej środowisku z wyszkolonymi mordercami, o tyle "Kosogłos. Część 1" ukazuje początek buntu. Twórcy najwięcej czasu poświęcają na przedstawienie napiętych relacjach pomiędzy Kapitolem a dystryktami, wynikającymi z zaistniałej, po kontrowersyjnych Ćwierćwieczach Poskromienia, sytuacji - miejscowe zamieszki oraz niepokojące oznaki nadchodzącego buntu wśród niższych klas społecznych Panem. Ponadto koncentrują się na ukazaniu bohaterów produkcji, a w szczególności relacji oraz współzależności pomiędzy nimi. Dzięki temu los protagonistów nie jest nam obojętny i z bijącym szybciej sercem śledzimy ich kolejne poczynania.
SPOILER ALERT: "Igrzyska Śmierci: Kosogłos" - recenzja hatak.pl
"Igrzyska śmierci: Kosogłos - Część 1" to długo oczekiwana 1. część ostatniej odsłony futurystycznej trylogii o dziewczynie, którą igrała z ogniem.
Igrzyska śmierci: Kosogłos - Część 1" ("The Hunger Games: Mockingjay - Part 1") to film, o którym można powiedzieć, że zrobił, co mógł. Mając za bazę słaby książkowy materiał 3. części sagi Suzanne Collins, Francis Lawrence nie miał zbyt wielkiego pola do popisu. Nic więc dziwnego, że wyszło, jak wyszło. Czyli bardzo średnio.
Katniss spotykamy w momencie, gdy próbuje się pogodzić z nową rzeczywistością. Już w pierwszej scenie streszcza sobie (i przy okazji widzom) to, co wydarzyło się w poprzednich częściach, by choć na chwilę odzyskać poczucie sensu. Nadchodzi wojna. Peeta został brutalnie wyrwany z jej opiekuńczych ramion, rodzinny Dystrykt został zrównany z powierzchnią ziemi, a ona sama ma stanąć na czele propagandy, która ma podrażnić prezydenta Snowa. Oto bowiem 13. Dystrykt przetrwał i ze swoją panią prezydent na czele jest gotowy stanąć do walki z tyranią Kapitolu. Teraz wszystko może się zmienić, ale kluczowym elementem tej układanki jest Katniss-Kosogłos – symbol wolności.
Igrzyska śmierci: Kosogłos - Część 1" ("The Hunger Games: Mockingjay - Part 1") to film, o którym można powiedzieć, że zrobił, co mógł. Mając za bazę słaby książkowy materiał 3. części sagi Suzanne Collins, Francis Lawrence nie miał zbyt wielkiego pola do popisu. Nic więc dziwnego, że wyszło, jak wyszło. Czyli bardzo średnio.
Katniss spotykamy w momencie, gdy próbuje się pogodzić z nową rzeczywistością. Już w pierwszej scenie streszcza sobie (i przy okazji widzom) to, co wydarzyło się w poprzednich częściach, by choć na chwilę odzyskać poczucie sensu. Nadchodzi wojna. Peeta został brutalnie wyrwany z jej opiekuńczych ramion, rodzinny Dystrykt został zrównany z powierzchnią ziemi, a ona sama ma stanąć na czele propagandy, która ma podrażnić prezydenta Snowa. Oto bowiem 13. Dystrykt przetrwał i ze swoją panią prezydent na czele jest gotowy stanąć do walki z tyranią Kapitolu. Teraz wszystko może się zmienić, ale kluczowym elementem tej układanki jest Katniss-Kosogłos – symbol wolności.
czwartek, 20 listopada 2014
"Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 1" recenzja stopklatka.pl: niezaspokojony apetyt
W trzeciej odsłonie "Igrzysk śmierci" schodzimy wraz z Katniss Everdeen pod ziemię, gdzie mieści się legendarny trzynasty dystrykt, który szykuje się do obalenia Kapitolu i przewodzącego mu tyrana – prezydenta Snowa. Katniss Ma stać się symbolem rewolucji – Kosogłosem, który zagrzeje tłumy do walki.
"Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 1": cisza przed burzą - recenzja
Sprzeciw wobec władz Kapitolu rodził się w mieszkańcach Panemu od 75 lat. W dwóch poprzednich częściach twórcy skupiali się na jednostkowej walce człowieka z człowiekiem, tym razem konflikt ma większy wymiar – lud kontra państwo. To już nie są tytułowe igrzyska, tylko prawdziwa rewolucja.
Według praw sequelu każda kolejna część serii powinna być naszpikowana jeszcze większą porcją walk, wybuchów i zapierających dech efektów specjalnych. Jednak w dziele Francisa Lawrence’a brak jest tych wszystkich cech kina mainstreamowego. Akcję zastępują dialogi i interakcja między bohaterami, zamiast biegania z bronią po lesie mamy niespieszne przygotowania, a Katniss Everdeen (Jennifer Lawrence) zamiast wyciągać strzały ze swojego kołczana, sięga po stonowaną kreację. Tym samym kolejna odsłona "Igrzysk śmierci", podobnie jak poprzednie, staje się doskonałym przykładem tego, jak z młodzieżowego cyklu uczynić inteligentny film, którym może zachłysnąć się dosłownie każdy.
niedziela, 24 listopada 2013
"Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia": spektakl z duszą - recenzja film.onet.pl
W "Igrzyskach śmierci: W pierścieniu ognia", ekranizacji drugiego tomu popularnej trylogii Suzanne Collis, Jennifer Lawrence powraca jako Katniss Everdeen. Mroczny i trzymający w napięciu film Francisa Lawrence'a to doskonała odtrutka dla nastoletnich widzów na nijaką i mdłą "Sagę Zmierzch" i jeden z najlepszych blockbusterów tego roku.
Po wygranej w 74. Głodowych Igrzyskach Katniss i Peeta są zmuszeni odbyć Tournée Zwycięzców. Bohaterowie mają za zadanie okazać swoje oddanie Kapitolowi i prezydentowi Snowowi, by zdusić w zarodku kiełkującą w obywatelach Panem chęć buntu. Zuchwały gest dwójki trybutów z dystryktu 12, dzięki któremu udało im się przeżyć Igrzyska, został bowiem odebrany nie jako miłosne wyznanie, lecz jako wezwanie do walki z oprawcą. Wolność wywalczona w Igrzyskach przez Katniss i Peetę okazuje się jedynie złudzeniem - ich przyszłość została zdeterminowana przez zwycięstwo, oznaczające dożywotnią "wdzięczność" stolicy. Media i politycy śledzą każdy ich krok, posłuszeństwo egzekwując za pomocą metody kija i marchewki. "Nieszczęśliwi Kochankowie" co roku mają brać udział w Igrzyskach jako trenerzy kolejnych trybutów wybieranych, by zabijać się ku uciesze rezydentów Kapitolu na specjalnie zaprojektowanej arenie. Kiedy plan prezydenta Snowa nie przynosi efektów i napięcie w dystryktach rośnie, przygotowuje on dla Katniss i Peeta krwawą niespodziankę...
środa, 20 listopada 2013
Hatak.pl: recenzja "W pierścieniu ognia": Pamiętaj, kto jest prawdziwym wrogiem
Druga część "Igrzysk śmierci" spełnia prawa filmowego sequela - jest więcej i lepiej. "Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia" to wierna ekranizacja książki i bardzo dobry film.
Po heroicznej walce i szokującym finałowym występie podczas ostatnich Głodowych Igrzysk Katniss i Peeta szykują się do swojego udziału w Tourneé Zwycięzców. Ich życia nie wyglądają już tak jak przedtem. Teraz są parą zakochanych, których rzekoma miłość i przyszłość mają stać się pożywką dla mas. Wrzuceni na siłę w role celebrytów muszą postarać się uspokoić nastroje społeczeństwa i stłamsić zarzewie buntu, który Katniss wywołała swoją niesubordynacją na arenie - w przeciwnym wypadku ich bliskich czeka marny los. Stłumić raz wzbudzoną nadzieję nie jest jednak łatwo, więc prezydent Snow uznaje, że Katniss musi zostać wyeliminowana, i to w taki sposób, by nie budzić podejrzeń. Pomysł jest banalnie prosty - na 75. Głodowych Igrzyskach wystąpią trybuci wylosowani z poprzednich zwycięzców. Dla Katniss oznacza to jedno: powrót na krwawą arenę.
Zmiana reżysera "Igrzyskom śmierci" wyszła zdecydowanie na dobre. Francis Lawrence opowiada historię w bardzo dynamiczny sposób, jednocześnie sprawnie unikając chaosu i zbytniego rozwlekania fabuły. Narracja jest ostra, surowa i bardzo przekonująca, bo bazuje przede wszystkim na naturalistycznej szczerości emocji bohaterów. Reżyser obdarzył swoich aktorów dużym zaufaniem i to widać na ekranie; każdy z nich nadał swojej postaci inny, oryginalny ton, a wizja Lawrence'a nie przyćmiła ich wysiłków, by stworzyć bohaterów nietuzinkowych. Na pochwałę zasługują nowe nazwiska w obsadzie, bo Jena Malone, Amanda Plummer czy Jeffrey Wright spisali się znakomicie, oddając charaktery swoich postaci. Z kolei Sam Clafin w roli na pozór aroganckiego bawidamka Finnicka nie do końca wykorzystał potencjał bohatera, choć technicznie nie można mu niczego zarzucić.
Po heroicznej walce i szokującym finałowym występie podczas ostatnich Głodowych Igrzysk Katniss i Peeta szykują się do swojego udziału w Tourneé Zwycięzców. Ich życia nie wyglądają już tak jak przedtem. Teraz są parą zakochanych, których rzekoma miłość i przyszłość mają stać się pożywką dla mas. Wrzuceni na siłę w role celebrytów muszą postarać się uspokoić nastroje społeczeństwa i stłamsić zarzewie buntu, który Katniss wywołała swoją niesubordynacją na arenie - w przeciwnym wypadku ich bliskich czeka marny los. Stłumić raz wzbudzoną nadzieję nie jest jednak łatwo, więc prezydent Snow uznaje, że Katniss musi zostać wyeliminowana, i to w taki sposób, by nie budzić podejrzeń. Pomysł jest banalnie prosty - na 75. Głodowych Igrzyskach wystąpią trybuci wylosowani z poprzednich zwycięzców. Dla Katniss oznacza to jedno: powrót na krwawą arenę.
Zmiana reżysera "Igrzyskom śmierci" wyszła zdecydowanie na dobre. Francis Lawrence opowiada historię w bardzo dynamiczny sposób, jednocześnie sprawnie unikając chaosu i zbytniego rozwlekania fabuły. Narracja jest ostra, surowa i bardzo przekonująca, bo bazuje przede wszystkim na naturalistycznej szczerości emocji bohaterów. Reżyser obdarzył swoich aktorów dużym zaufaniem i to widać na ekranie; każdy z nich nadał swojej postaci inny, oryginalny ton, a wizja Lawrence'a nie przyćmiła ich wysiłków, by stworzyć bohaterów nietuzinkowych. Na pochwałę zasługują nowe nazwiska w obsadzie, bo Jena Malone, Amanda Plummer czy Jeffrey Wright spisali się znakomicie, oddając charaktery swoich postaci. Z kolei Sam Clafin w roli na pozór aroganckiego bawidamka Finnicka nie do końca wykorzystał potencjał bohatera, choć technicznie nie można mu niczego zarzucić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
