Strony

sobota, 24 maja 2014

"X-Men: Przeszłość, która nadejdzie": Spektakularny powrót do przeszłości - recenzja stopklatka.pl


Po spektakularnym odświeżeniu serii z mutantami w roli głównej przez Matthew Vaughna w „X-Men: Pierwszej klasie" w 2011 roku, stołek reżyserski „Przeszłości, która nadejdzie" zajął znowu odpowiedzialny za pierwsze dwie części sagi Bryan Singer. Wraz z nim wróciła niemal cała oryginalna obsada (z Patrickiem Stewartem iIanem McKellenem na czele), by po raz kolejny uratować ludzkość przed nieuchronną zagładą.

 Tym razem istnieniu mutantów i ich ludzkich popleczników zagraża armia robotów nazywanych Sentinelami, zaprogramowana, by namierzyć i zniszczyć wszystko, co w swym kodzie genetycznym ma choć odrobinę mutacji. Wygląda na to, że rządowy program umożliwiający powstanie zabójczych maszyn zapoczątkowany został jeszcze w latach 70. z inicjatywy Doktora Bolivara Traska (Peter Dinklage) i za osobistym wstawiennictwem prezydenta Nixona. W związku z czyhającym za każdym rogiem śmiertelnym zagrożeniem, mutanci pod wodzą Profesora Charlesa Xaviera (Patrick Stewart) i jego przyjaciela, niegdyś zaciekłego wroga Erika Lehnsherra/ Magneto (Ian McKellen) zmuszeni są ciągle się ukrywać i przemieszczać.



 Ostatnią nadzieją na zapobieżenie apokalipsie wydaje się wykorzystanie mocy Kitty Pryde (Ellen Page), która posiadła zdolność przenoszenia czyjejś świadomości w czasie. Brzmi to dość skomplikowanie i takie w istocie jest, do tego tym razem sytuacja wymaga transportu aż do roku 1973. Ciało „przeciętnego" mutanta mogłoby takiej podróży nie wytrzymać, dlatego jedynym rozsądnym w tej sytuacji rozwiązaniem jest wysłanie w odległą przeszłość osobnika o niespotykanej tężyźnie fizycznej, odporności i zdolności szybkiej regeneracji. Wybór pada naturalnie na obdarzonego imponującą muskulaturą Logana (Hugh Jackman). Jego zadanie polega na udaremnieniu kilku kluczowych wydarzeń historii, tak by nigdy nie doszło do powstania armii Sentineli, a w konsekwencji – do całkowitego unicestwienia mutantów w przyszłości.

 Logan zostaje więc przetransportowany do Ameryki lat 70., czasów ogromnych reklam papierosów, wojny w Wietnamie, spodni-dzwonów i kwiecistych koszul. Jego celem staje się odnalezienie posiadłości Profesora Xaviera i przekonanie go do sprzymierzenia się ze swym wrogiem, Magneto, by umożliwić przetrwanie kolejnych pokoleń mutantów. Oczywiście wszystko brzmi dość abstrakcyjnie w ustach przybysza z przyszłości, poza tym Xavier zmaga się z własnymi problemami i nie zamierza ryzykować. Uzależniony, opuszczony przez uczniów (poza Hankiem/ Bestią, granym ponownie przez Nicholasa Houlta), pozbawiony swoich telepatycznych mocy i złudzeń co do przyszłości daje się w końcu przekonać Loganowi, czyni to jednak nader niechętnie.

 Tymczasem na innym kontynencie zbuntowana i niebezpieczna Raven/ Mystique (Jennifer Lawrence) podejmuje własne kroki, by nie dopuścić do powstania armii robotów. Wykorzystując swe imponujące zdolności językowe (i oczywiście umiejętność przekształcania się w dowolną osobę), tropi bezwzględnego Doktora Traska, prowadzącego okrutne i drobiazgowe badania na mutantach. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że zabijając badacza doprowadzi do inicjacji programu Sentineli… Połączeni wspólnym celem, ale wciąż nieprzychylni sobie zaprzysięgli wrogowie Charles i Erik, a także Logan i kilka innych mutantów podąża tropem Mystique do Paryża, gdzie właśnie podpisywany jest układ paryski kończący wojnę wietnamską.

 „Przeszłości, która nadejdzie" oczywiście niezwykle trudno jest mierzyć się z rewelacyjną „Pierwszą klasą". Film z 2011 roku był długo oczekiwanym i pożądanym powiewem świeżości oklepanej już dość komiksowej formuły. Poprzeczka ustawiona była więc nadzwyczaj wysoko. Najnowsza odsłona przygód X-Menów zaczyna się od prezentacji ponurej, dystopijnej wizji przyszłości, w której toczy się zaciekła walka o przetrwanie. Przez te początkowe, wypełnione akcją sekwencje, Singer ustala szaleńczy rytm pozostałej części filmu. Dodatkowo wprowadzenie elementu podróży w czasie umożliwia mu skorzystanie z całej masy alternatywnych scenariuszy i rozprawienie się z co najmniej kilkoma teoriami spiskowymi (wiadomo już na przykład, kto zabił Kennedy'ego). Czyni to z dużym wdziękiem, sporą dawką humoru i bez pozbawionego większego sensu demolowania wszystkiego wokół (względnie skromnego uszczerbku doznaje jedynie pewien stadion futbolowy i - niespodzianka! - Biały Dom. Biorąc pod uwagę wcześniejsze dokonania Bryana Singera to rzeczywiście niewiele).

 Poza elektryzującym jak zawsze duetem Fassbender – McAvoy (i ich starszymi wersjami McKellenem i Stewartem), duże emocje wzbudza udział Petera Dinklage'a w roli zbrodniczego naukowca, wyposażonego w bystry umysł i szałową perukę (spokojnie rywalizującą z tymi z „American Hustle"), a także znanego z „American Horror Story" Evana Petersa – w zabawnej wersji młodego gniewnego Quicksilvera. Mutanci, wyposażeni w swoje nadnaturalne moce i CGI ambitnie i z polotem budują most między „Pierwszą klasą", a planowaną na 2016 rok „Apokalipsą". Cudowne ocalenie znanych z poprzednich części Jean (Famke Janssen) czy Scotta (James Marsden) gwarantuje, że z "X-Menami" spotkamy się jeszcze nie raz, a na razie można mieć uzasadnioną nadzieję, że będzie to spotkanie udane.
  
[Magda Maksimiuk]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz